Jak pisałam, jestem meteopatka. Pogoda na mnie wpływa niesamowicie. Jest tego ciemna strona, kiedy leje jak chuj i słoneczka nie można zobaczyć, ale również działa jako tonik kiedy mam kaca wielkości Wawy.
Dzis się obudziłam z poczuciem, ze moja glowa ma wstrząs. Wieczor wcześniej piliśmy z Pysiem whiskey, jako, ze on, pomimo fantastycznej oferty pracy, dostal oferte z obecnej firmy, która była przygotowana na danie mu dziesięciu tysięcy extra by nie lazl gdzie indziej. Oczywiście, powiedział im baj baj, ale satysfakcja pozostala. Niesamowicie, chociaż leb mi nawalal, samo slonce sprawilo, ze miałam fajowy dzien. Siedzialam na ogródku, zrobiłam tłumaczenia, pilam mietowa herbatke i wymiatałam :)
Salon Krolika
Thursday, 12 May 2016
Wednesday, 11 May 2016
Przemyslenia meteopatki
Jestem jednym z tych ludzi u których nastroj zależy od pogody. Jak swieci słoneczko, jest cieplo, niebo blekitem malowane, to mam banana na twarzy. Ale niech tylko przyjdą chmury, cien, deszcz, to nawet z lozka nie chce mi się wstawac.
No i taki dzień, z cyklu tych drugich, mam dzisiaj. Leje już chyba od wczorajszego południa, bez przerwy, co jest dodatkowym wkurwiaczem jak na silownie się jedzie na rowerze i psa trzeba tez wyprowadzić (dwie kurtki wczoraj przemoczyłam!). A żeby jeszcze natura chciała mi dowalic dodatkowego klina, to mam ciotke :(
Plan na dziś: trening na klatke piersiowa i ramiona oraz jakas komedia z duza iloscia slonca. A może po prostu bilet do Australii, w jedna strone.
No i taki dzień, z cyklu tych drugich, mam dzisiaj. Leje już chyba od wczorajszego południa, bez przerwy, co jest dodatkowym wkurwiaczem jak na silownie się jedzie na rowerze i psa trzeba tez wyprowadzić (dwie kurtki wczoraj przemoczyłam!). A żeby jeszcze natura chciała mi dowalic dodatkowego klina, to mam ciotke :(
Plan na dziś: trening na klatke piersiowa i ramiona oraz jakas komedia z duza iloscia slonca. A może po prostu bilet do Australii, w jedna strone.
Tuesday, 10 May 2016
Z powrotem na silowni
Na silownie zaczelam chodzic od Sierpnia zeszłego roku. Biegalam na bieżni, cwiczylam na maszynach, podnosiłam wolne ciężarki i plywalam na basenie. W rezultacie schudłam jakies trzy kilogramy i stracilam 5cm w pasie. Bylam absolutnie z siebie zadowolona w okolicach Bozego Narodzenie i miałam plany na to, jak bardziej intensywny będzie 2016.
A tu klapa. Z początkiem roku zwalilo się na mnie wszystko co tylko moglo. Pekla mi zylka w oku, potem zachorowałam na grype, a żeby już zupełnie była totalna dowalanka, mój pies zaczal atakować meble w salonie jak był sam sobie zostawiony, wiec każdy wypad na silke był okupiony mega stresem. Poddalam się. Co prawda nie zrezygnowałam z karnetu, ale zaczelam chodzic bardzo sporadycznie, raz- dwa na tydzień. Zaczelam szukac wymówek: pojde jutro, pocwicze z Chodakowska, pocwicze z Cassey Ho, nie chce mi się, mam miesiaczke... Popadlam w lenistwo.
Jest mi wstyd. Posiedzialam w swoim bagienku samouzalania się i dotarlo do mnie, ze nie tedy droga. Dla kogo moje ciało jest najważniejsze? Komu najbardziej zależy na fajnej sylwetce? Kto chce być zdrowy i atrakcyjny nawet w wieku 38 lat? JA. Nie ludzie na silce, nie trener, nie autorki programów Pilates- JA. Wiec dlaczego sama siebie tak marnie traktuje? Jeżeli przyrzekłabym koleżance, ze cos dla niej zrobie, to na bank bym to zrobila, bo ja szanuje, bo jej obiecałam. Wiec dlaczego nie potrafie tak samo traktować siebie?
Obiecac cos, to znaczy podjąć decyzje- nie dywagować sobie teoretycznie- ale dac slowo. Od dzisiaj daje sobie slowo, ze będę dbac o własne ciało.
A tu klapa. Z początkiem roku zwalilo się na mnie wszystko co tylko moglo. Pekla mi zylka w oku, potem zachorowałam na grype, a żeby już zupełnie była totalna dowalanka, mój pies zaczal atakować meble w salonie jak był sam sobie zostawiony, wiec każdy wypad na silke był okupiony mega stresem. Poddalam się. Co prawda nie zrezygnowałam z karnetu, ale zaczelam chodzic bardzo sporadycznie, raz- dwa na tydzień. Zaczelam szukac wymówek: pojde jutro, pocwicze z Chodakowska, pocwicze z Cassey Ho, nie chce mi się, mam miesiaczke... Popadlam w lenistwo.
Jest mi wstyd. Posiedzialam w swoim bagienku samouzalania się i dotarlo do mnie, ze nie tedy droga. Dla kogo moje ciało jest najważniejsze? Komu najbardziej zależy na fajnej sylwetce? Kto chce być zdrowy i atrakcyjny nawet w wieku 38 lat? JA. Nie ludzie na silce, nie trener, nie autorki programów Pilates- JA. Wiec dlaczego sama siebie tak marnie traktuje? Jeżeli przyrzekłabym koleżance, ze cos dla niej zrobie, to na bank bym to zrobila, bo ja szanuje, bo jej obiecałam. Wiec dlaczego nie potrafie tak samo traktować siebie?
Obiecac cos, to znaczy podjąć decyzje- nie dywagować sobie teoretycznie- ale dac slowo. Od dzisiaj daje sobie slowo, ze będę dbac o własne ciało.
Subscribe to:
Comments (Atom)